sobota, 21 września 2019

NIE OSIĄGNIE SIĘ OŚWIECENIA ZAMYKAJĄC OCZY NA SIEBIE....NA PRAWDĘ O SOBIE...

30 lipca 2019
Dziś nie będzie wsparciowo.
Dziś nie będzie radośnie, odważnie, spokojnie...
JESTEM ZŁA! Tak. tez bywam zła, rozgoryczona, zniechęcona... To też ja. To tzw "ciemna strona siebie".
Po tygodniu zmagań z bolącym kolanem, puchnącym, niestabilnym....skończyło się to ogromną ilością łez i wizytą na SOR-ze. Na 6 TYGODNI MAM NOGĘ W ORTEZIE!
SZEŚC tygodni....... po 1 dobie w tym usztywnieniu czuję się jak zwierze w klatce! Jak funkcjonować ???? Cały szereg zwykłych czynności jest problemem. Toaleta, prysznic czy kąpiel, spanie, siadanie, wstawanie. Orteza jest na całą nogę , od pachwiny po kostkę. Z jednej strony jestem wdzięczna, bo ból rwący lewego kolana jest prawie nieodczuwalny, ale boli mnie już przeciążone prawe kolano. I mój słaby kręgosłup z 3 przepuklinami w odcinku l;lędźwiowym już też dokucza mocniej niż zwykle....
Cały dzisiejszy wtorek zachodzę w głowę jak się zorganizować???? Jak funkcjonować w takim stanie??? Niestety czuję taki spadek energii, że pojawiło się pytanie DLACZEGO??? PO CO??? Co mam zobaczyć? Albo czego nie widzę?
Wyszłam jakoś na balkon...i poczułam ukłucie zazdrości patrząc na ludzi spacerujących po osiedlu. Dlaczego wzięłam na siebie tyle bólu w życiu? Dlaczego doświadczam tego? Gdy mogłabym radośnie iść do przodu, ciesząc się życiem, spotykając z przyjaciółmi, doświadczając piękna? Po co to?
Jest taka prawda, że "tyle nas spotyka, ile jesteśmy w stanie udźwignąć". Dziś przyznaję, że poczułam , że to co w tej chwili przeżywam, jest na tą chwilę ponad moje siły. Czuję się bezsilna....obolałą, trochę zaskoczona i aż oszołomiona nagłym zwrotem w moim życiu...
Jestem z jednej strony wściekła! Na całą tą sytuację, na ból, na łzy, na poczucie bezsilności...A z drugiej strony widzę, że nie poradziłabym sobie bez moich najbliższych... Że człowiek potrzebuje innych w swoim życiu. By dzielić radość, i smutek.
Dziś mam trudne myśli. Czuję strach, jak będzie wyglądać moje życie za tydzień, za miesiąc? W którą stronę zmierzam? Jaki jest cel tego często fizycznego bólu, który doświadczam? Czy wyleczę kolana? Co z kręgosłupem? Czy dam radę żyć bez operacji? Czy siła mojej woli i wszystkiego, co czynię, by wyjść z kryzysu, ,czy to wystarczy? CZY TAKI JEST PLAN???
3 lata temu zrozumiałam, że będąc dzieckiem przyjmowałam choroby (przeziębienia, skrzywienie kręgosłupa) po to, by zyskać uwagę i miłość rodziców. I już czułam, że nie potrzebuję zapraszać chorób, by mieć uwagę i Miłość bliskich... A jednak nie uwolniłam się od chorób...
Zastanawiałam się, czy w takim stanie niskich emocji powinnam pisać post.... Ale coś mi powiedziało..."to jesteś na tą chwilę prawdziwa TY. Jesteś radością, i smutkiem. Masz w sobie tak Wolność, jak i BÓL. Miłość, i zazdrość. Jasną i ciemną stronę. Spokój i Lęk. TO PRAWDZIWA TY JOLUS".
Więc dzielę się tą chwilą i tą prawdą o mnie.
Zamykając oczy, udając, że jestem tylko piękną jasnością, bez wad, potknięć i trudnych chwil, nie byłabym PRAWDZIWA
Z Miłością 💕
Jola💕

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz