PO CO NAM TO WSZYSTKO???
Po co te wszystkie trudne emocje?? Po co
te sytuacje, w których czujemy się zagubieni, bezradni, sami, zalęknieni??? Po
co?
Dlaczego przechodzimy przez te czasami
ponad ludzkie siły koszmary, dramaty, traumy?
Czy Bóg jest mściwy? Czy karze nas za
nasze "grzechy", błędy, potknięcia? A co z Miłością?
Tyle pytań, tyle bólu....tyle krzyku i
ciszy...
A ja czuję, że...to wszystko jest po to,
by każdy z nas odkopał w sobie, często głęboko schowaną, przykrytą bólem,
Miłość.... <3
By dotrzeć do tej najmocniejszej
energii, do Miłośći, która jest akceptacją, wybaczeniem.....
Gdy jesteśmy poranieni, gdy czujemy się
skrzywdzeni, gdy w przeszłośći doznaliśmy wielu skrzywdzeń...część "winy"
nielogicznie, nieracjonalnie bierzemy na siebie, na nasze barki. I dźwigamy tą
winę całe życie....i idziemy swoją Drogą obarczeni swoją nadopowiedzialnością,
zależnością od drugiego człowieka. Dźwigamy poczucie winy, i toksyczny wstyd, i
żal, pretensje. I broniąc siebie
zaczynamy zrzucać na barki drugiego człowieka swoje obciążenia. Nie widzimy
tego, ale mamy w sobie dumę i arogancję i pychę, wiedząc lepiej jak powinna
zachować się druga osoba. I piszemy scenariusze innym ludziom, wiedząc lepiej
jak powinni żyć.... I nie widzimy w sobie wad, słabośći.....w innych tak. Bo
gdybyśmy je zobaczyli w nas....musielibyśmy przyznać się, że czasami jesteśmy
słabi, że czasami nie wiemy jak żyć, jak iść, jak pogodzić się, jak rozwiązać
konflikt.....I gramy silnych, nieustraszonych, niezłomnych, nieomylnych,
samowystarczalnych...Bogów.....
A w środku cichuteńko siedzi Miłość i mówi
do nas, choć my słyszymy to tylko jak szept....."Odpuść
Kochanie.....odetchnij spokojniej, usiądź i porozmawiaj ze mną....Już nie
musisz być tak silna.....tak idealna....tak nieskazitelna......Możesz
zaakceptować fakt, że też popełniasz błedy, jak każdy człowiek żyjący na tej
ziemi.....Kochanie, możesz odsapnąć..... możesz spojrzeć bez strachu na
siebie...weź głeboki oddech..... Widzisz Kochanie, żcyie nie po to jest, by
cisnąć siebie i innych...życie nie po to jest, by stalebiec do przodu,
zdobywać, zagłuszać..... Życie to też chwila ciszy, chwila w samotnośći z samą
sobą....KOchanie, gdy już wreszcie spojrzysz bez strachu, wstydu i poczucia
winy na przeszłość, zobaczysz, zrozumiesz że nie mogłaś inaczej
postąpić.....Gdy to sie stanie, kolejnym krokiem jest akceptacja....było, jak
było...to już przeszłość....jej zmienić się nie da......ZAAKCDEPTUJ SWOJĄ
PRZESZŁOŚĆ taką, jaka była. Zaakceptuj swoje emocje.....Akceptacja nie oznacza,
że pochwalasz swoje czy czyjeś niedobre zachowanie. Akceptacja to tylko pokora
wobec tego, co było. Co możesz KOchanie zrobić zamiast stale sobie i innym
zarzucać błędy???? Żyć tu i teraz. Świadomie podejmować decyzje. Brać
odpowiedzialność za swoje działania i przyjać ich konsekwencje. MOżesz życ tu i
teraz bez obwiniania się za przeszłość, bez ciągnięcia ze sobą żalu, pretensji
i uraz. MOżesz cieszyć się tą właśnie chwilą KOchanie , a wtedy.....BĘDZIESZ
MNIE SŁYSZAŁ, BĘDZIESZ MNIE WIDZIAŁ W SOBIE I W DRUGIM CZŁOWIEKU, BĘDZIESZ MNIE
CZUŁ W SWOIM SERCU <3
Bo tak
naprawdę Kochanie……jesteś MIŁOŚCIĄ <3
Z Miłością
<3
Jola <3
