Czasami nic nie wiem
Czytam, oglądam, słucham...całe dnie, długie lata, całe życie.
I czasami wiem, że...nic nie wiem.
Piszę, analizuję, uzdrawiam. Jednak czasami - ból powala, smutek, złość, żal paraliżuje i rozpadam się na kawałki...
Tak długa, często kręta podróż do samej siebie i czasami zbaczam....
Schodzę z tej drogi, by doświadczyć...pobocza. By poznać coś więcej. By spojrzeć z innej perspektywy.
Czasami zadaję sobie pytanie - ile jeszcze? Ile jeszcze łez? Ile smutku? Żalu? Gniewu? Bólu?
I...nie wiem.
Czasami czuję wzlot po niebiosa! Tryskam energią! Tańczę! Biegam boso po ziemi! I wszystko jest w kolorach tęczy!
A czasami....robię STOP. Rozglądam się, jakbym widziała ten mój świat po raz pierwszy. Jestem tu, ale jakby wszystko inne, nieznane.
Wszystkie chwile w życiu są dla nas. Są najlepszym w danej chwili doświadczeniem. Nie zawsze są tym, co sobie nasz wspaniały umysł wymyślił . Czasami mają nas skonfrontować z czymś, co schowaliśmy, ukryliśmy świadomie lub też nie.
Wrócił do mnie smutek, żal utraty Mamy, ale głównie to mój przemożny ból, że nie mogłam być przy Niej. Nie miałam szansy trzymać Ją za rękę. Nie mogłam spojrzeć w Jej oczy, by zapewnić, że wszystko jest tak, jak ma być, jak tego Ona chciała.
Nie mogłam, bo system (ktoś) wymyślił, że....jej choroba jest groźna (c.19)
A była po prostu kobietą z zapaleniem płuc. Była przestraszona nie wiedząc, co się dzieje wokół. Zapewne czuła się zagubiona i bardzo zalękniona nie widząc nikogo bliskiego przy sobie.
Stałam przed drzwiami w szpitalu, za którymi leżała Moja Mama i serce mi wyrywało się - byłam może 10 kroków od Niej i... nie mogłam jej zobaczyć, dotknąć, przytulić.
Ból mój był tym większy, gdy zobaczyłam, że do tej oddzielonej części szpitala właśnie wchodził ksiądz. Czym się różniła jego wizyta na oddziale od upragnionej mojej? Jaki czułam żal i gniew zarazem!
Zrozpaczona wracałam spod tych złowieszczych i ukochanych zarazem drzwi do domu, nie ujrzawszy jednak Mojej Mamy....
Wkrótce....odeszła ....
I minęły już prawie 2 lata, a jednak wróciły tamte emocje... Odezwał się mój smutek i złość. Pożegnałam Jej Duszę właśnie z punktu widzenia i czucia Duszy - ze zrozumieniem, Miłością
. Jednak teraz odezwał się ludzki ból córki, która nie mogła przez czyjeś zarządzenia pożegnać i być przy Mamie do końca.
to nieludzkie
to bolesne
to niezrozumiałe i pozostawiające me serce w tęsknocie
Z MIłoscią
Dla Mojej Mamy 
Kochająca Córka Jola 
PS. mówmy o naszych emocjach, wyrażajmy je choćby poprzez pisanie o nich. Rozmawiajmy z Przyjaciółmi. Dzielenie się nimi pomaga nam je przeżyć i...puścić i pójść dalej, już bez ich ciężaru. Nie musimy wiecznie lataćna różowych chmurkach z uśmiechem doklejonym do twarzy. Tu, na planecie Ziemia mamy doświadczać, a doświadczenia te są bardzo różnorodne, czasami pełene pięknych kolorów, a czasami szare, ciemne i bardzo trudne. Takie tęczowe, wielobarwne życie tu mamy 
DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ 





